Szczegóły recenzji
6.0 1 6 0.5
(Updated: Luty 10, 2017)
Ocena atrakcji
6.0
Zamek położony daleko za miastem, nad jeziorem. Nie wygląda efektownie, ale ogólnie muzeum jako placówka pozytywnie zaskakuje, bo zorganizowane jest bardzo ciekawie. Zwiedzamy kilka odrębnych budowli, z różnorodnymi ekspozycjami, w otoczeniu ładnej przyrody.
Najpierw duży spichlerz z unikalną wystawą poświęconą słoniowi leśnemu. Nie zabrakło oczywiście słonia naturalnej wielkości, który zajmuje 2 kondygnacje! Pokazano też inne znaleziska jak kości mamuta czy nosorożca, wystawę o górnictwie odkrywkowym, rozwijającym się w tej okolicy. Są makiety i filmy. Mała wystawa dotyczy Koziołka Matołka.
Po przejściu do zamku zwiedzanie odbywa się pod nadzorem. Oglądamy piwnice i komnaty z odkryciami archeologicznymi, różne pamiątki historyczne, zabytkowe wnętrza, meble i sporo innych rzeczy dotyczących historii Konina i nie tylko. Co dziwne tematyka samego zamku gosławickiego jest potraktowana po macoszemu. Pamiętam tylko ekspozycje o jego fundatorze, ale żadnych innych informacji. Już więcej było zamku konińskim (miejskim), który nie przetrwał. Dociekliwi muszą więc zadawać pytania pani muzealniczce, np. gdzie się aktualnie znajdujemy.
Interesująca jest wielka kolekcja lamp na wystawie źródeł światła używanych przez człowieka od starożytności. Podobnie wystawa pięknej biżuterii (jedyne miejsce, gdzie nie można robić zdjęć). W dziale archeologii intrygują prehistoryczne budowle w okolicy Konina, które przedstawiono na makietach.
Choć cała ekspozycja jest tradycyjna, bez multimediów, to mury zamkowe są znakomitym anturażem, więc prezentuje się ona bardzo dobrze, a rozległość tematyczna sprawia, że zwiedzanie nie jest nudne.
Szkoda, że pobliskie jezioro, które oglądamy z murów jest niedostępne, wykorzystuje się je chyba na potrzeby elektrowni widocznej w oddali.
Kolejny etap to skansen etnograficzny, najsłabsze ogniwo muzeum. Ledwie kilka chałup i 2 wiatraki bez śmigieł. Nie można było zobaczyć niczego wewnątrz ani niczego się dowiedzieć, nawet skąd i z jakiego okresu pochodzą budynki.
Na koniec mamy Dwór Polski. Jest to typowe muzeum wnętrz, czyli oglądamy stylowe meble, dzieła sztuki itp. wyposażenie siedziby szlacheckiej. Turyści są oprowadzani przez przewodniczkę po poszczególnych pokojach i w każdym mają chwilę czasu na dokładniejsze oglądniecie. Gdy trwa zwiedzanie jakiejś grupy, trzeba czekać na zewnątrz, bo drzwi są zamknięte.
Do oglądnięcia mamy jeszcze drobne atrakcje jak mikroskansen maszyn górniczych - znajduje się on za spichlerzem, ale tak jak etnograficzny jest mało ciekawy (wszystkie elementy są unieruchomione) oraz kanał wodny przepływający przez teren zamkowy z żabami i roślinnością opisaną na tablicach informacyjnych.
Najpierw duży spichlerz z unikalną wystawą poświęconą słoniowi leśnemu. Nie zabrakło oczywiście słonia naturalnej wielkości, który zajmuje 2 kondygnacje! Pokazano też inne znaleziska jak kości mamuta czy nosorożca, wystawę o górnictwie odkrywkowym, rozwijającym się w tej okolicy. Są makiety i filmy. Mała wystawa dotyczy Koziołka Matołka.
Po przejściu do zamku zwiedzanie odbywa się pod nadzorem. Oglądamy piwnice i komnaty z odkryciami archeologicznymi, różne pamiątki historyczne, zabytkowe wnętrza, meble i sporo innych rzeczy dotyczących historii Konina i nie tylko. Co dziwne tematyka samego zamku gosławickiego jest potraktowana po macoszemu. Pamiętam tylko ekspozycje o jego fundatorze, ale żadnych innych informacji. Już więcej było zamku konińskim (miejskim), który nie przetrwał. Dociekliwi muszą więc zadawać pytania pani muzealniczce, np. gdzie się aktualnie znajdujemy.
Interesująca jest wielka kolekcja lamp na wystawie źródeł światła używanych przez człowieka od starożytności. Podobnie wystawa pięknej biżuterii (jedyne miejsce, gdzie nie można robić zdjęć). W dziale archeologii intrygują prehistoryczne budowle w okolicy Konina, które przedstawiono na makietach.
Choć cała ekspozycja jest tradycyjna, bez multimediów, to mury zamkowe są znakomitym anturażem, więc prezentuje się ona bardzo dobrze, a rozległość tematyczna sprawia, że zwiedzanie nie jest nudne.
Szkoda, że pobliskie jezioro, które oglądamy z murów jest niedostępne, wykorzystuje się je chyba na potrzeby elektrowni widocznej w oddali.
Kolejny etap to skansen etnograficzny, najsłabsze ogniwo muzeum. Ledwie kilka chałup i 2 wiatraki bez śmigieł. Nie można było zobaczyć niczego wewnątrz ani niczego się dowiedzieć, nawet skąd i z jakiego okresu pochodzą budynki.
Na koniec mamy Dwór Polski. Jest to typowe muzeum wnętrz, czyli oglądamy stylowe meble, dzieła sztuki itp. wyposażenie siedziby szlacheckiej. Turyści są oprowadzani przez przewodniczkę po poszczególnych pokojach i w każdym mają chwilę czasu na dokładniejsze oglądniecie. Gdy trwa zwiedzanie jakiejś grupy, trzeba czekać na zewnątrz, bo drzwi są zamknięte.
Do oglądnięcia mamy jeszcze drobne atrakcje jak mikroskansen maszyn górniczych - znajduje się on za spichlerzem, ale tak jak etnograficzny jest mało ciekawy (wszystkie elementy są unieruchomione) oraz kanał wodny przepływający przez teren zamkowy z żabami i roślinnością opisaną na tablicach informacyjnych.
Relacja - dodatkowe informacje
Wiek dziecka/i
7 lat
Data pobytu
sierpień 2015
Komentarze
Already have an account? Log in now
