Szczegóły recenzji
6.0 1 6 0.5
(Updated: Grudzień 29, 2014)
Ocena atrakcji
6.0
Jedno z czeskich skalnych miast już zobaczyliśmy, po 2 latach przyszedł czas na kolejne. Czekaliśmy aż syn trochę podrośnie, bo jak mówią opisy, Teplickie Skały są bardziej wymagające od Adrszpaskich. Wejście na szlak znajduje się za miastem, jest oznakowane i poprzedza go duży parking. Normalnie jest on płatny, ale na początku października nikt opłat nie pobierał, co nie dziwi, bo samochodów było dosłownie kilka.
Po zakupieniu biletów wstępu rozpoczęliśmy wycieczkę od wspinaczki. Pierwszy odcinek jest tym co najbardziej odróżnia ten szlak od sąsiedniego w Adrszpachu. Trzeba przejść prawie 2 km, z tego ok. połowę pod górę, aby dotrzeć do głównej atrakcji. Nie jest to jednak odcinek jałowy - cały czas widzimy olbrzymie bloki skalne, z tym, że nieco w oddali albo częściowo przykryte roślinnością.
Pierwsza większa atrakcja to strażnica Strzemię, a raczej miejsce po niej. Patrząc na współczesne strome schody, które do niej prowadzą i ich ilość (na oko ze 200), trudno uwierzyć że ta warownia naprawdę tu istniała, ale potwierdza to tablica informacyjna z rysunkiem obiektu. W terenie ciężko odnaleźć jakiekolwiek pozostałości, są nimi rzekomo wyżłobienia w skałach po konstrukcjach budynków zamkowych. Brak jednak jakichkolwiek bliższych wskazówek, a różnych wyżłobień, zagłębień czy dziur jest pełno, więc nie da się stwierdzić co powstało naturalnie, a co wykonał człowiek przed 700 laty. Turyści mają możliwość wejścia na teren zamku jak i na sam czubek skały, który był wieżą obserwacyjną. Znajduje się tu mały taras widokowy. Możliwość wyjścia tak wysoko trochę zaskakuje. Nie jest to zbyt bezpiecznie (dzieci oczywiście powinny zostać na dole). Widok z góry raczej średni - oczekiwałem czegoś bardziej spektakularnego, a mamy głównie las i tylko gdzieniegdzie wystające skały. Poza tym bardzo mocno tu wieje.
Dalej szlak biegnie już łagodnie do odcinka okrężnego. Po drodze pamiętam skałę o nazwie "głowa konia", któremu do pyska włożyliśmy kostki cukru, bo akurat mieliśmy je przypadkiem ze sobą, dzięki czemu kształt skały nabrał jeszcze większego realizmu :)
Po dojściu do pętli trzeba się zdecydować, w którym kierunku iść. My poszliśmy w lewo i choć wybór nie ma większego znaczenia, to ze względu na rozłożenie atrakcji na trasie polecam właśnie ten kierunek jako lepszy.
Trasa okrężna to właściwe skalne miasto. Spacer dostarcza niesamowitych wrażeń, szlak jest podobny do Adrszpachu, a miejscami wręcz identyczny. Również tutaj chodzimy w labiryncie skalnym o wysokości kilkudziesięciu metrów, przedzieramy się wąskimi przejściami, mostkami, pomostami i często towarzyszy nam strumyk. Jest też mały wodospadzik (bez porównania z 2 adrszpaskimi) i kamienne bramy. Część trasy prowadzi po zewnętrznych obrzeżach kamiennego miasta, widać wtedy majestatyczne pasma skalne. Co rusz napotykamy na jakąś charakterystyczną skałę, posiadającą swoją nazwę (podawaną na tabliczkach kierunkowych w 4 językach, w tym polskim). Na planie narysowanym na bilecie zaznaczono tylko kilka, w rzeczywistości jest ich znacznie więcej. Trochę zdezorientowała nas nazwa Sybir czyli specyficzne miejsce, gdzie śnieg pozostaje bardzo długo, nawet do czerwca. Nie ma takiej nazwy na szlaku, ale jest na planie i w opisach. Jak się okazało chodzi tu o część labiryntu, gdzie skały są najwyższe i dochodzi najmniej światła, jest więc najchłodniej. Jesienią było tutaj bardzo wilgotno, a skały zieleniły się od mchu.
Obawialiśmy się czy nasz maluch nie zacznie się po drodze buntować, bo do przejścia jest w sumie aż 6 km, ale dał radę, nawet bez dłuższych odpoczynków. Widać magia tego miejsca działa na każdego. Wędrówka zajęła nam 3,5 godziny i była wspaniałym przeżyciem. Teplickie Skalne Miasto ustępuje nieco Adrszpaskiemu, ale bezwzględnie warto obejrzeć oba, bo są to prawdziwe cuda natury.
Po zakupieniu biletów wstępu rozpoczęliśmy wycieczkę od wspinaczki. Pierwszy odcinek jest tym co najbardziej odróżnia ten szlak od sąsiedniego w Adrszpachu. Trzeba przejść prawie 2 km, z tego ok. połowę pod górę, aby dotrzeć do głównej atrakcji. Nie jest to jednak odcinek jałowy - cały czas widzimy olbrzymie bloki skalne, z tym, że nieco w oddali albo częściowo przykryte roślinnością.
Pierwsza większa atrakcja to strażnica Strzemię, a raczej miejsce po niej. Patrząc na współczesne strome schody, które do niej prowadzą i ich ilość (na oko ze 200), trudno uwierzyć że ta warownia naprawdę tu istniała, ale potwierdza to tablica informacyjna z rysunkiem obiektu. W terenie ciężko odnaleźć jakiekolwiek pozostałości, są nimi rzekomo wyżłobienia w skałach po konstrukcjach budynków zamkowych. Brak jednak jakichkolwiek bliższych wskazówek, a różnych wyżłobień, zagłębień czy dziur jest pełno, więc nie da się stwierdzić co powstało naturalnie, a co wykonał człowiek przed 700 laty. Turyści mają możliwość wejścia na teren zamku jak i na sam czubek skały, który był wieżą obserwacyjną. Znajduje się tu mały taras widokowy. Możliwość wyjścia tak wysoko trochę zaskakuje. Nie jest to zbyt bezpiecznie (dzieci oczywiście powinny zostać na dole). Widok z góry raczej średni - oczekiwałem czegoś bardziej spektakularnego, a mamy głównie las i tylko gdzieniegdzie wystające skały. Poza tym bardzo mocno tu wieje.
Dalej szlak biegnie już łagodnie do odcinka okrężnego. Po drodze pamiętam skałę o nazwie "głowa konia", któremu do pyska włożyliśmy kostki cukru, bo akurat mieliśmy je przypadkiem ze sobą, dzięki czemu kształt skały nabrał jeszcze większego realizmu :)
Po dojściu do pętli trzeba się zdecydować, w którym kierunku iść. My poszliśmy w lewo i choć wybór nie ma większego znaczenia, to ze względu na rozłożenie atrakcji na trasie polecam właśnie ten kierunek jako lepszy.
Trasa okrężna to właściwe skalne miasto. Spacer dostarcza niesamowitych wrażeń, szlak jest podobny do Adrszpachu, a miejscami wręcz identyczny. Również tutaj chodzimy w labiryncie skalnym o wysokości kilkudziesięciu metrów, przedzieramy się wąskimi przejściami, mostkami, pomostami i często towarzyszy nam strumyk. Jest też mały wodospadzik (bez porównania z 2 adrszpaskimi) i kamienne bramy. Część trasy prowadzi po zewnętrznych obrzeżach kamiennego miasta, widać wtedy majestatyczne pasma skalne. Co rusz napotykamy na jakąś charakterystyczną skałę, posiadającą swoją nazwę (podawaną na tabliczkach kierunkowych w 4 językach, w tym polskim). Na planie narysowanym na bilecie zaznaczono tylko kilka, w rzeczywistości jest ich znacznie więcej. Trochę zdezorientowała nas nazwa Sybir czyli specyficzne miejsce, gdzie śnieg pozostaje bardzo długo, nawet do czerwca. Nie ma takiej nazwy na szlaku, ale jest na planie i w opisach. Jak się okazało chodzi tu o część labiryntu, gdzie skały są najwyższe i dochodzi najmniej światła, jest więc najchłodniej. Jesienią było tutaj bardzo wilgotno, a skały zieleniły się od mchu.
Obawialiśmy się czy nasz maluch nie zacznie się po drodze buntować, bo do przejścia jest w sumie aż 6 km, ale dał radę, nawet bez dłuższych odpoczynków. Widać magia tego miejsca działa na każdego. Wędrówka zajęła nam 3,5 godziny i była wspaniałym przeżyciem. Teplickie Skalne Miasto ustępuje nieco Adrszpaskiemu, ale bezwzględnie warto obejrzeć oba, bo są to prawdziwe cuda natury.
Relacja - dodatkowe informacje
Wiek dziecka/i
5 lat
Data pobytu
październik 2013
Komentarze
Already have an account? Log in now
