Szczegóły recenzji
4.0 1 6 0.5
(Updated: Sierpień 07, 2013)
Ocena atrakcji
4.0
Lillafured to znany węgierski kurort, który trzeba odwiedzić, ale zostać tam na dłużej wg mnie nie ma po co. Wszystkie atrakcje (a jest ich całkiem dużo) rozłożone są przy zwykłej drodze prowadzącej w głąb Gór Bukowych. Brak tu porządnego deptaka do spacerów czy chociaż alejki z kawiarniami. Są tylko place z kilkoma barami i straganami, z tego co widziałem zamykane już o godz. 19. Znakiem rozpoznawczym Lillafured jest wspaniały pałac na tle gór i jeziora. Budowla robi wielkie wrażenie, ale jest atrakcją turystyczną jedynie jako element krajobrazu - to tylko zwykły hotel, tyle że duży i stylowy. Ciekawy widok mamy z łódki, którą można wypożyczyć na brzegu jeziora Hamori, tuż pod pałacem. Z tym że pożyczają tam tylko łodzie (za ok. 600 Ft), które wymagają nieco doświadczenia we wiosłowaniu, nie było żadnych rowerów czy kajaków.
Nad jeziorem biegnie ścieżka dla pieszych i rowerzystów. Warto się przejść, bo przyroda bardzo ładna. Po drodze jest kilka ławek i łagodnych zejść do wody. Być może w sezonie ludzie zażywają tam kąpieli, a dzieci na pewno mogą się trochę pochlapać.
Wzdłuż jeziora nad ścieżką prowadzą też tory, którymi jeździ kolejka wąskotorowa. Jej stacja wraz z okolicą jest centralnym punktem turystycznym miejscowości. Można nią pojechać w dwa kierunki: w stronę jeziora lub w stronę zamku Diosgyor. Obie trasy maja po kilka kilometrów, pierwsza trwa 20 minut, druga blisko 30. My wybraliśmy pierwszą i żałowaliśmy. Atrakcją na pewno jest trasa wzdłuż jeziora i przez tunel, ale po dojechaniu nie wiedzieliśmy co mamy ze sobą zrobić. Stacja końcowa to wieś Garadna, gdzie jest restauracja i łowisko pstrągów. Ale wtedy nawet o tym nie widzieliśmy, miejsce było puste, a restauracja wydawała się zamknięta. Nie było stąd żadnych szlaków ani innych atrakcji, tylko kilka domów i droga, kupiliśmy więc bilet i wróciliśmy do Lillafured. Może w sezonie warto zaplanować tę trasę jako wycieczkę na dobrą rybę, ale dla nas ta przejażdżka nie należała do udanych, syn nawet zasnął z nudów po drodze.
Wokół pałacu jest jeszcze kilka ciekawostek, np. Wiszące ogrody. Jest to wielce szumna nazwa na tarasy pałacowe. Nie ma tu jakiejś wyszukanej roślinności, po prostu kilka poziomów murów stylizowanych na zamkowe, między którymi można spacerować. Czasem okryte są przez pnącza, gdzie nigdzie rosną jakieś krzewy i drzewa, może są one rzadkie albo egzotyczne, trudno powiedzieć laikowi, ale naprawdę nie wiem co uzasadnia nazwanie tego miejsca jak jeden z cudów świata. Być może najwyższy na Węgrzech wodospad, ale niestety z jakiegoś powodu zablokowano do niego dopływ wody, można więc było tylko oglądnąć miejsce skąd woda spada i puste koryto potoku. Obok wodospadu stoi baszta stylizowana na obronną, a przy niej wejście do jaskini Anna. To już porządna atrakcja turystyczna, podobnie jak położona przy wyjeździe z Lillafured inna jaskinia - św. Stefana (obie opisano osobno).
Nad jeziorem biegnie ścieżka dla pieszych i rowerzystów. Warto się przejść, bo przyroda bardzo ładna. Po drodze jest kilka ławek i łagodnych zejść do wody. Być może w sezonie ludzie zażywają tam kąpieli, a dzieci na pewno mogą się trochę pochlapać.
Wzdłuż jeziora nad ścieżką prowadzą też tory, którymi jeździ kolejka wąskotorowa. Jej stacja wraz z okolicą jest centralnym punktem turystycznym miejscowości. Można nią pojechać w dwa kierunki: w stronę jeziora lub w stronę zamku Diosgyor. Obie trasy maja po kilka kilometrów, pierwsza trwa 20 minut, druga blisko 30. My wybraliśmy pierwszą i żałowaliśmy. Atrakcją na pewno jest trasa wzdłuż jeziora i przez tunel, ale po dojechaniu nie wiedzieliśmy co mamy ze sobą zrobić. Stacja końcowa to wieś Garadna, gdzie jest restauracja i łowisko pstrągów. Ale wtedy nawet o tym nie widzieliśmy, miejsce było puste, a restauracja wydawała się zamknięta. Nie było stąd żadnych szlaków ani innych atrakcji, tylko kilka domów i droga, kupiliśmy więc bilet i wróciliśmy do Lillafured. Może w sezonie warto zaplanować tę trasę jako wycieczkę na dobrą rybę, ale dla nas ta przejażdżka nie należała do udanych, syn nawet zasnął z nudów po drodze.
Wokół pałacu jest jeszcze kilka ciekawostek, np. Wiszące ogrody. Jest to wielce szumna nazwa na tarasy pałacowe. Nie ma tu jakiejś wyszukanej roślinności, po prostu kilka poziomów murów stylizowanych na zamkowe, między którymi można spacerować. Czasem okryte są przez pnącza, gdzie nigdzie rosną jakieś krzewy i drzewa, może są one rzadkie albo egzotyczne, trudno powiedzieć laikowi, ale naprawdę nie wiem co uzasadnia nazwanie tego miejsca jak jeden z cudów świata. Być może najwyższy na Węgrzech wodospad, ale niestety z jakiegoś powodu zablokowano do niego dopływ wody, można więc było tylko oglądnąć miejsce skąd woda spada i puste koryto potoku. Obok wodospadu stoi baszta stylizowana na obronną, a przy niej wejście do jaskini Anna. To już porządna atrakcja turystyczna, podobnie jak położona przy wyjeździe z Lillafured inna jaskinia - św. Stefana (obie opisano osobno).
Relacja - dodatkowe informacje
Wiek dziecka/i
4 lata
Data pobytu
czerwiec 2012
Komentarze
Already have an account? Log in now
