Wyciąg krzesełkowy Wierchomla jest częścią Stacji Narciarskiej Dwie Doliny Muszyna-Wierchomla, powstałej w 2007 r. Samo urządzenie uruchomiono znacznie wcześniej, bo już w 2000 r. Stację tworzy infrastruktura narciarska na stokach Pustej Wielkiej (1062 m n.p.m.), która łączy wieś Wierchomla Mała ze Szczawnikiem, odległą drogą samochodową o ok. 30 km. Zimą narciarze mają do dyspozycji 2 wyciągi krzesełkowe i 7 orczykowych - w sumie 6 km tras, szkołę i przedszkole narciarskie oraz snow park przebudowany w 2015 r. Latem działa tylko wyciąg w Wierchomli Małej, będący jednym z najdłuższych w kraju (1600 m długości, 300 m różnicy wysokości, krzesła 4-osobowe) oraz rowerowa trasa zjazdowa. Górna stacja wyciągu znajduje się na wysokości 895 m npm. Prowadzi przez nią niebieski szlak, którym najszybciej można dojść do schroniska PTTK pn. "Bacówka nad Wierchomlą" (887 m npm). Oferuje ono regionalną kuchnię, widok na pasmo Radziejowej i Tatry oraz 40 miejsc noclegowych z internetowym podglądem wolnych miejsc. Wyciąg jest czynny latem codziennie w godz. 10.00 do 17.00 (wakacje), przed i po sezonie tylko w weekendy. W kasie i recepcji Hotelu Wierchomla do pobrania jest 5 mapek z questami (w tym rowerowy i dziecięcy), które umiejscowiono w okolicy.
WIERCHOMLA MAŁA - Wyciąg Wierchomla i bacówka
Opis atrakcji turystycznej
Kraj / Region
Miejscowość
Nazwa atrakcji
Wyciąg Wierchomla i bacówka
Mapa
Recenzje użytkowników
Liczba relacji: 1
Ocena atrakcji
6.0(1)
Already have an account? Log in now
(Updated: Listopad 24, 2015)
Ocena atrakcji
6.0
Dojazd pod Wierchomlę jest oznaczony drogowskazami na Stację Narciarską Dwie Doliny Muszyna - Wierchomla. Jedziemy dość długo boczną drogą, mijając duży hotel. Na miejscu brak porządnego parkingu, auta zostawia się wzdłuż drogi. Poza kasami nic tu przed sezonem nie działało, nie było ani sklepiku ani żadnej gastronomii. Chcieliśmy skorzystać z questingu, który tu reklamują, ale w kasie nie mieli mapek, więc być może istnieje on tylko teoretycznie.
Na górę wjeżdżamy kolejką posiadającą w miarę wygodne szerokie fotele. Wyciąg jest długi, więc napawamy wzrok malowniczym krajobrazem. Wraz z wysokością otwierają się coraz szersze widoki na zielone pasma wzgórz. A między nich leżą łąki, na których pasą się stada owiec i biegają kozy, więc widoczki naprawdę urokliwe, choć nie osiągamy zbyt dużej wysokości.
Przy górnej stacji również nie było żadnej infrastruktury, ale niespełna 2-kilometrowy szlak prowadzi do Bacówki nad Wierchomla. Trasa jest łatwa i przyjemna, również ciekawa widokowo, zajęła nam ok. pół godziny. Śmigają po niej rowerzyści, da się też przejechać wózkiem. W odsłoniętym miejscu wspaniale falowała trawa wydając przy tym szum, w którym przez chwilę się zasłuchiwaliśmy. Alergicy powinni jednak uważać, bo trawa ta wiosną silnie uczula.
Bacówka reklamuje się regionalnym jadłem i najpiękniejszym widokiem na Tatry. I obie te rzeczy nieco nas rozczarowały. Przede wszystkim menu restauracji było bardzo skromne. Potrawy może i smaczne, ale nie jest to nic specjalnego i nie widzę uzasadnienia dla wysokiej ceny, bo porcje są niewielkie. Co do widoku na Tatry to nie zobaczyliśmy nawet namiastki tego co pokazuje bacówka na swojej stronie internetowej. Owszem, widok jest piękny i rozległy, ale żeby sięgał wysokich szczytów tatrzańskich to muszą być chyba wyjątkowe warunki atmosferyczne, na które trudno trafić, bo jak wspomniałem nic takiego nie widzieliśmy, choć pogoda była całkiem ładna. Ale nie narzekaliśmy, bo i tak jest tu bardzo fajnie.
Atutem bacówki okazały się hasające przy niej kozy, w tym jedna malutka. Nie pozwalały one gościom spokojnie zjeść i za wszelką cenę usiłowały dorwać się do talerza. Za chwilę przyplątał się jeszcze jakiś psiak, więc była cała menażeria. Obsługa próbowała odganiać zwierzaki, choć zupełnie nie potrzebnie, bo sytuacja była przekomiczna i już na zawsze zapadnie nam w pamięci koza stojąca na moich kolanach z głową w talerzu.
Po posileniu się, jak większość turystów usiedliśmy na polanie pod Bacówką aby podziwiać panoramę Beskidu Sądeckiego. I ponownie mieliśmy zabawę z najmniejszą kózką, którą karmiliśmy bułką. Była tak rozochocona, że przypadkiem uderzyła rogiem syna pod okiem, ale i tak opuściliśmy to miejsce w świetnych humorach.
Wyprawa ciekawa dla dorosłych, nie męcząca dla malucha i z niespodziewanymi atrakcjami.
Na górę wjeżdżamy kolejką posiadającą w miarę wygodne szerokie fotele. Wyciąg jest długi, więc napawamy wzrok malowniczym krajobrazem. Wraz z wysokością otwierają się coraz szersze widoki na zielone pasma wzgórz. A między nich leżą łąki, na których pasą się stada owiec i biegają kozy, więc widoczki naprawdę urokliwe, choć nie osiągamy zbyt dużej wysokości.
Przy górnej stacji również nie było żadnej infrastruktury, ale niespełna 2-kilometrowy szlak prowadzi do Bacówki nad Wierchomla. Trasa jest łatwa i przyjemna, również ciekawa widokowo, zajęła nam ok. pół godziny. Śmigają po niej rowerzyści, da się też przejechać wózkiem. W odsłoniętym miejscu wspaniale falowała trawa wydając przy tym szum, w którym przez chwilę się zasłuchiwaliśmy. Alergicy powinni jednak uważać, bo trawa ta wiosną silnie uczula.
Bacówka reklamuje się regionalnym jadłem i najpiękniejszym widokiem na Tatry. I obie te rzeczy nieco nas rozczarowały. Przede wszystkim menu restauracji było bardzo skromne. Potrawy może i smaczne, ale nie jest to nic specjalnego i nie widzę uzasadnienia dla wysokiej ceny, bo porcje są niewielkie. Co do widoku na Tatry to nie zobaczyliśmy nawet namiastki tego co pokazuje bacówka na swojej stronie internetowej. Owszem, widok jest piękny i rozległy, ale żeby sięgał wysokich szczytów tatrzańskich to muszą być chyba wyjątkowe warunki atmosferyczne, na które trudno trafić, bo jak wspomniałem nic takiego nie widzieliśmy, choć pogoda była całkiem ładna. Ale nie narzekaliśmy, bo i tak jest tu bardzo fajnie.
Atutem bacówki okazały się hasające przy niej kozy, w tym jedna malutka. Nie pozwalały one gościom spokojnie zjeść i za wszelką cenę usiłowały dorwać się do talerza. Za chwilę przyplątał się jeszcze jakiś psiak, więc była cała menażeria. Obsługa próbowała odganiać zwierzaki, choć zupełnie nie potrzebnie, bo sytuacja była przekomiczna i już na zawsze zapadnie nam w pamięci koza stojąca na moich kolanach z głową w talerzu.
Po posileniu się, jak większość turystów usiedliśmy na polanie pod Bacówką aby podziwiać panoramę Beskidu Sądeckiego. I ponownie mieliśmy zabawę z najmniejszą kózką, którą karmiliśmy bułką. Była tak rozochocona, że przypadkiem uderzyła rogiem syna pod okiem, ale i tak opuściliśmy to miejsce w świetnych humorach.
Wyprawa ciekawa dla dorosłych, nie męcząca dla malucha i z niespodziewanymi atrakcjami.
Relacja - dodatkowe informacje
Wiek dziecka/i
6 lat
Data pobytu
czerwiec 2014
