Kompleks termalny Brigetio w nadgranicznym mieście Komarom położony jest w centrum miasta i ma wielkość 2,5 ha. Miejscową wodę o temperaturze 62 st. C uznano za leczniczą w 1967 r. i od tego czasu jest wykorzystywana w celach relaksacyjnych i medycznych. Jest sklasyfikowana jako woda wapniowo-magnezowo-wodorowęglanowa z chlorkami i siarczkami. Wspomaga leczenie schorzeń stawów, reumatyzmu, nadciśnienia, chorób kobiecych, chorób nowotworowych. Tradycje te są kontynuowane od czasów rzymskich, czego dowiodły odkryte w 2014 r pozostałości rzymskich term sprzed 1700 lat o wielkości ok. 800 m2. Obiekt został odnowiony w 2005 r. kosztem 400 mln forintów. W części otwartej i krytej oferuje łącznie: 3 baseny lecznicze (30-38 st. C), 2 pływackie, 1 dziecięcy, 1 do nauki pływania, 1 rekreacyjny, 1 jakuzzi oraz osobno saunę. Przy basenach działa Thermal Hotel & Camping oraz camping Solaris.
Kompleks jest otwarty przez cały rok w godz. 9:00-20:00, ale cześć basenów zewnętrznych od połowy maja.

KOMAROM - Kompleks termalny
4663 1
Opis atrakcji turystycznej
Kraj / Region
Węgry /
Miejscowość
Nazwa atrakcji
Kompleks termalny
Aktualne ceny
Kategoria
Mapa
Recenzje użytkowników
Liczba relacji: 1
Ocena atrakcji
5.5(1)
Already have an account? Log in now
(Updated: Grudzień 18, 2017)
Ocena atrakcji
5.5
Baseny w pełni działały na początku czerwca, co było chwalebnym wyjątkiem pośród okolicznych kąpielisk. Do wyboru są 3 rodzaje biletów: podstawowy obejmujący część zewnętrzną + krytą, nieco tańszy jest na samą część zwaną "plażowa" oraz najdroższy na zewnętrzną, krytą i saunę.
Część otwarta jest znacznie większa od krytej. Największa niecka to zbiornik rekreacyjny z różnymi atrakcjami, w tym 1 szeroką zjeżdżalnią oraz 1 małą dla najmłodszych. Można zjeżdżać do woli, kolejek praktycznie nie ma. Jest tu też przymocowany do dna wielki dmuchaniec, na który uwielbiał wspinać się nasz syn, mimo że był za mały aby robić to samemu, więc musieliśmy go podtrzymywać. Było to dość niebezpieczne, bo dzieciaki spadają z niego ze wszystkich stron i mogą niespodziewanie spaść nam lub innemu dziecku na głowę. Ale zabawa jest przednia.
Brodzik jest także bardzo porządny. Podzielony na 2 części, dla brzdąców w każdym wieku. Ma kilka gadżetów, np. żyrafę sikającą wodą, podobnego pajaca, huśtawkę czy węża który jest świetną zakręconą zjeżdżalnią. Zaletą jest też to, że brodzik po południu był częściowo w cieniu.
Lecznicze baseny są 2, ułożone w fantazyjny kształt, otoczone drewnianym dachem, który umożliwia schowanie się zarówno przed słońcem jak i deszczem. Jeden jest cieplejszy, drugi chłodniejszy. Dostęp do nich jest bardzo niewygodny, bo są wydzielone z reszty basenów, a dostać można się tylko korytarzem z budynku przy bramie wejściowej. Prawdopodobnie tańszy bilet wejściowy nie pozwala na wejście do nich (ale nie jestem tego pewien). Dzieci mają tu wstęp wzbroniony. Tłoku nie było, bo powierzchnia duża, ale najlepsze miejsca w cieniu były obstawione przez seniorów.
Ostatni basen zewnętrzny to pływacki z zimną wodą.
Pod dachem pływało dosłownie kilka osób. Są tu 3 niecki. Największa to pływacka, ale z cieplejsza wodą niż na zewnątrz. Średnia jest do gier wodnych i nauki opływania. Leżą przy niej różne wodne przyrządy, jak deski, makrony itp. Można z nich dowolnie korzystać, więc dzieci mają tu fajną rozrywkę. Trzecia to niewielki basen leczniczy.
Ogólnie wszystko jak trzeba i nie byłoby się do czego przyczepić, gdyby nie gastronomia. Niestety po raz kolejny w tych rejonach napotkaliśmy na problem z dostępnością jedzenia. Coś co jest niespotykane we wschodnich Węgrzech, na północnym zachodzie wygląda na regułę. Dania obiadowe serwowała tylko 1 restauracja ze stolikami, ale tak mała że aby w ogóle usiąść trzeba było stać w kolejce! To oczywiście powoduje, że czas oczekiwania jest trudny do oszacowania, bo nie wiadomo ile komu zajmie konsumpcja i kiedy zwolni stolik.
Jest tradycyjny na Węgrzech bar z langoszami, ale również z długim ogonkiem. Stanąłem w nim, ale po 15 minutach zrezygnowałem, gdy przesunąłem się o ok. 1/4 drogi do lady. Tylko cukiernia miała znośną kolejkę. Obiad zjedliśmy więc dopiero późnym popołudniem, gdy się przeludniło, ale menu było już przetrzebione.
Obiekt posiada darmowy parking, ale jest on dość mały i może być konieczne szukanie miejsca wzdłuż ulicy lub bocznych dróg.
Część otwarta jest znacznie większa od krytej. Największa niecka to zbiornik rekreacyjny z różnymi atrakcjami, w tym 1 szeroką zjeżdżalnią oraz 1 małą dla najmłodszych. Można zjeżdżać do woli, kolejek praktycznie nie ma. Jest tu też przymocowany do dna wielki dmuchaniec, na który uwielbiał wspinać się nasz syn, mimo że był za mały aby robić to samemu, więc musieliśmy go podtrzymywać. Było to dość niebezpieczne, bo dzieciaki spadają z niego ze wszystkich stron i mogą niespodziewanie spaść nam lub innemu dziecku na głowę. Ale zabawa jest przednia.
Brodzik jest także bardzo porządny. Podzielony na 2 części, dla brzdąców w każdym wieku. Ma kilka gadżetów, np. żyrafę sikającą wodą, podobnego pajaca, huśtawkę czy węża który jest świetną zakręconą zjeżdżalnią. Zaletą jest też to, że brodzik po południu był częściowo w cieniu.
Lecznicze baseny są 2, ułożone w fantazyjny kształt, otoczone drewnianym dachem, który umożliwia schowanie się zarówno przed słońcem jak i deszczem. Jeden jest cieplejszy, drugi chłodniejszy. Dostęp do nich jest bardzo niewygodny, bo są wydzielone z reszty basenów, a dostać można się tylko korytarzem z budynku przy bramie wejściowej. Prawdopodobnie tańszy bilet wejściowy nie pozwala na wejście do nich (ale nie jestem tego pewien). Dzieci mają tu wstęp wzbroniony. Tłoku nie było, bo powierzchnia duża, ale najlepsze miejsca w cieniu były obstawione przez seniorów.
Ostatni basen zewnętrzny to pływacki z zimną wodą.
Pod dachem pływało dosłownie kilka osób. Są tu 3 niecki. Największa to pływacka, ale z cieplejsza wodą niż na zewnątrz. Średnia jest do gier wodnych i nauki opływania. Leżą przy niej różne wodne przyrządy, jak deski, makrony itp. Można z nich dowolnie korzystać, więc dzieci mają tu fajną rozrywkę. Trzecia to niewielki basen leczniczy.
Ogólnie wszystko jak trzeba i nie byłoby się do czego przyczepić, gdyby nie gastronomia. Niestety po raz kolejny w tych rejonach napotkaliśmy na problem z dostępnością jedzenia. Coś co jest niespotykane we wschodnich Węgrzech, na północnym zachodzie wygląda na regułę. Dania obiadowe serwowała tylko 1 restauracja ze stolikami, ale tak mała że aby w ogóle usiąść trzeba było stać w kolejce! To oczywiście powoduje, że czas oczekiwania jest trudny do oszacowania, bo nie wiadomo ile komu zajmie konsumpcja i kiedy zwolni stolik.
Jest tradycyjny na Węgrzech bar z langoszami, ale również z długim ogonkiem. Stanąłem w nim, ale po 15 minutach zrezygnowałem, gdy przesunąłem się o ok. 1/4 drogi do lady. Tylko cukiernia miała znośną kolejkę. Obiad zjedliśmy więc dopiero późnym popołudniem, gdy się przeludniło, ale menu było już przetrzebione.
Obiekt posiada darmowy parking, ale jest on dość mały i może być konieczne szukanie miejsca wzdłuż ulicy lub bocznych dróg.
Relacja - dodatkowe informacje
Wiek dziecka/i
7 lat
Data pobytu
czerwiec 2015
